Geograficzne położenie Szkoły Podstawowej w Tołwinie
Szkoła znajduje się w odległości ok. 2 km od miejscowości Tołwin i ok. 2 km od wsi Baciki Dalsze. Leży w północno-wschodniej części obszaru gminy Siemiatycze w woj, podlaskim przy trasie autobusowej linii Siemiatycze-Hornowo. Od miasta S-tycze dzieli ją odległość 8 km.
Szkoła zlokalizowana jest w pięknym krajobrazowo miejscu - w samym sercu lasu, bogatym w różne gatunki flory i fauny. Wśród drzew królują tu brzozy, sosny, są też świerki, olchy, dęby, leszczyny. Ozdobą terenu szkoły jest niska roślinność w postaci traw, kwiatów, poziomek, krzewów czarnej jagody, grzybów.
Nierzadko z okna szkoły można ujrzeć śmigającą pośród drzew wiewiórkę lub przeróżne ptaki, bądź też roje owadów
Świat przyrody tętni tu własnym życiem, tak jak życie szkoły toczy się wartkim, swoistym nurtem, z dala od miejskiego hałasu i zgiełku. To miejsce - pełne uroku, niepowtarzalnego piękna i kojącego spokoju jest drogie oraz bliskie każdemu, kto był tu uczniem, pedagogiem, czy gościem.
Historia szkoły sięga lat 30.
(Według monografii opracowanej przez Mirosławę Marczuk)Na podstawie wspomnień okolicznych mieszkańców i innych źródeł wynika, że pierwsze prace budowlane rozpoczęły się w 1935r. Specjalnie na potrzeby budowy na skraju lasu obok Tołwina wybudowano cegielnię. Mieszkańcy wsi z wielkim zapałem i ofiarnością pomagali wznosić gmach szkoły. Po wielu trudach i zmaganiach administracyjnych szkoła II stopnia obsługująca północno-wschodnią część gminy Siemiatycze została oddana do całkowitego użytku w roku 1937. W tym roku odbyły się pierwsze zajęcia lekcyjne. Pierwszym kierownikiem i nauczycielem placówki był p. Jan Gackiewicz, który pracował wraz z córką Lucyną Gackiewicz.
Wybuch II wojny światowej odmienił życie szkoły, mocno zniszczonej i ostrzelanej w 1944 roku z artylerii sowieckiej. Ówczesny kierownik zginął z rąk partyzantów w 1945 r. Po wojnie w roku 1946 szkoła wznowiła działalność. Pani Maria Trafalska - kierownik placówki wraz z siostrą podjęły się trudu jej odbudowy. Wkrótce w murach szkoły odbyło się pierwsze głosowanie w powojennej Polsce Ludowej. Kolejno w ośmioklasowej placówce kierownictwo pełnili: p. Rogowski, (ok. 1948), p. Stanisław Nowicki (pocz. lat 50), p. Józef Kędra (1954 - 1970), p. Henryk Borówko (1971 - 1974), p. Antonina Niewiarowska (1974 - 1978).
Z chwilą wprowadzenia reformy administracyjnej zmniejszono stopień organizacyjny szkoły. W roku szkolnym 1978/79 w 3-klasowej szkole kierownictwo przejmuje p. Halina Szostak a następnie p. Marianna Pućko. Dzieci ze starszych klas dowożone były do Zbiorczej Szkoły Gminnej w Siemiatyczach.Historia nowsza
W roku szk. 1983/84 reaktywowano w Tołwinie pełną ośmioklasową szkołę podstawową. Stanowisko dyrektora objął p. Zbigniew Kurek.
Od 1986 r. rozpoczęto akcję pozyskiwania funduszy na rozbudowę obiektu szkolnego. Nauczyciele wielokrotnie kwestowali we wsiach należących do obwodu szkoły. Z pozyskanych pieniędzy zakupiono: pustaki, cegłę, wapno i stal.
W roku 1996 SP w Tołwinie zostaje przejęta przez Samorząd Gminy Siemiatycze. W tym okresie rozpoczynają się prace, finansowane przez Urząd Gminy i Kuratorium, związane z rozbudową i modernizacją obiektu szkolnego. W roku 1998 zakończono modernizację i dokonano uroczystego otwarcia nowego obiektu - sali sportowej wraz z zapleczem. Od lutego 1999 r. rozpoczęły się zajęcia w szkolnej pracowni komputerowej.
W związku z Reformą Oświaty w 1999 r. utworzono Gminne Gimnazjum w Siemiatyczach, do którego uczęszczają uczniowie kończący kl. VI w naszej szkole. Dnia 7 czerwca 2005 r. zmarł wieloletni dyrektor szkoły p. Zbigniew Kurek. Od 1 września 2005 roku dyrektorem szkoły został p. Stanisław Olędzki.Pełna monografia.
opracowana przez Mirosławę Marczuk we współpracy z nauczycielem historii Eugeniuszem DulPołożenie szkoły
Szkoła Podstawowa w Tołwinie znajduje się w odległości około 2 km od miejscowości Tołwin i około 2 km od wsi Baciki Dalsze. Leży w północno - wschodniej części obszaru gminy Siemiatycze w woj. podlaskim, przy trasie autobusowej linii Siemiatycze - Hornowo.
Od miasta Siemiatycze dzieli ją odległość około 8 km. W pobliżu sąsiadują inne miejscowości: Romanówka, Ossolin. W obwodzie szkoły znajdują się następujące wsie: Tołwin, Romanówka, Baciki Dalsze, Baciki Średnie, Baciki Bliższe, Ossolin, Kajanka.
Szkoła zlokalizowana jest w przepięknym krajobrazowo miejscu - w samym sercu lasu, bogatym w różne gatunki flory i fauny. Wśród drzew królują tu brzozy, sosny, są też świerki, olchy.
Ozdobą terenu wokół szkoły jest niska roślinność w postaci traw, kwiatów, poziomek, krzewów czarnej jagody i leszczyny.
Nierzadko z okna szkoły można ujrzeć śmigającą pośród drzew wiewiórkę lub przeróżne ptaki, bądź też roje owadów. Komary latem są tutaj bardzo dokuczliwe. Świat przyrody tętni tu własnym życiem, tak jak życie szkoły toczy się wartkim, swoistym nurtem, z dala od miejskiego hałasu i zgiełku. To miejsce pełne uroku, niepowtarzalnego piękna i kojącego spokoju, jest drogie oraz bliskie każdemu, kto był tu uczniem, pedagogiem, czy gościem.
Rys historyczny
Na początku lat 30. w Tołwinie wg starej sieci szkolnej przewidziana była szkoła jednoklasowa, względnie dwuklasowa z siedzibą we wsi Tołwin. Materiał, plac i robociznę zaofiarowała wieś i miała przystąpić do budowy gmachu szkolnego, przy czym posiadała już plac położony we wsi Tołwin, odpowiedni plan oraz zgromadzony na placu materiał w postaci cegły i kamieni na fundamenty.
Jednak władze zmieniły sieć szkolną i wstrzymały rozpoczęcie robót. Zgodnie z orzeczeniem Kuratorium Okręgu Warszawskiego z dnia 1 października 1931 roku została w Tołwinie zatwierdzona czteroklasowa Publiczna Szkoła Powszechna, powstała przez połączenie szkoły w Tołwinie ze szkołą w Bacikach Dalszych. W związku z tym do nowego rejonu szkolnego zostały przyłączone miejscowości :Tołwin, Romanówka, Baciki Dalsze, a także część Ossolina.
Plac szkolny położony we wsi Tołwin nie nadawał się już do tej inwestycji i należało go przesunąć w stronę miejscowości Baciki Dalsze. Mieszkańcy Tołwina zakupili od pana Stanisława Kosińskiego nowy plac o powierzchni 2 ha, położony w znacznej odległości od wsi, w miejscu wskazanym przez specjalną komisję na czele z inspektorem szkolnym. Z uwagi na fakt, że gmina nie posiadała dotychczas na swoim terenie ani jednej szkoły wyżej zorganizowanej oraz z powodu ogromnego wysiłku, zaangażowania mieszkańców Tołwina, zarząd gminy wniósł uchwałę o przystąpieniu do budowy w Tołwinie szkoły II stopnia, zaprojektowanej przez władze szkolne, która miałaby obsługiwać północno - wschodnią część gminy.
Prócz wyżej wymienionych miejscowości do starszych klas miały uczęszczać jeszcze dzieci z: Żurobic, Jesionówki, kolonii Moszczony Pańskiej. Gmina nie zważając na kryzys, przystąpiła do budowy szkoły, chociaż plan wydany przez Ministerstwo WRiOP był zbyt kosztowny i niewygodny. Rozumiejąc konieczną potrzebę postawienia szkoły wyżej zorganizowanej, gmina zgodziła się na rozpoczęcie inwestycji.
Prace budowlane rozpoczęły się już w roku 1935. Na skraju lasu rządowego obok wsi Tołwin wybudowano cegielnię, w której wypalano cegły na potrzeby budowy. Jej właścicielem był pan Feliks Dwornik. Fundusze na cele budowy pochodziły częściowo z kasy gminy, z Wydziału Oświaty, a także z ofiarowanych przez mieszkańców pieniędzy, pochodzących ze składek i ze sprzedaży części lasu, który należał do wsi. W tej intencji sprzedawano również symboliczne cegiełki, aby wzbogacić fundusz. Głównym kierownikiem budowy był pan Jan Gackiewicz, zaś projektantem dachu oraz jego wykonawcą pan Karpiuk z Moszczony Pańskiej. Z wielkim poświęceniem pracowali mieszkańcy wsi Tołwin. Wkrótce piękny i kosztowny gmach dla szkoły II stopnia zostaje częściowo oddany do użytku.
Tymczasem zarządzeniem Kuratora Okręgu Szkolnego Brzeskiego z dn. 10. II. 1936 r. została połączona 1-klasowa szkoła w Tołwinie oraz 1-klasowa szkoła w Bacikach Dalszych w jedną szkołę I stopnia w Tołwinie o 2 siłach nauczycielskich, czyli zamiast przewidzianej poprzednio szkoły II stopnia Tołwin otrzymał to, co miał dotychczas, tj. szkołę o czterech oddziałach. Stała się więc wielka krzywda, ponieważ obszerny gmach szkolny nie był w pełni wykorzystany. Wiele dzieci miało chodzić do szkoły oddalonej o kilkanaście kilometrów. Rozgoryczenie czuli mieszkańcy Tołwina, którzy zakupili nowy plac, przeznaczyli na budowę dwieście tysięcy sztuk cegły, 174 m3 kamieni na fundamenty oraz bezpłatną robociznę, która w latach 1934 - 1935 wynosiła 946 furmanek i 1289 pieszych. Biorąc to wszystko pod uwagę Zarząd Gminy Siemiatycze podjął uchwałę o złożeniu odwołania, które zostało zaakceptowane. W Tołwinie powstaje szkoła II stopnia, obsługująca północno - wschodnią część gminy. Szkoła oddana do całkowitego użytku w roku 1937. Na uroczystości otwarcia szkoły obecni byli: sekretarz gminy - pan Wojkało, wójt - pan Mudel, ksiądz, który dokonał aktu poświęcenia szkoły oraz liczni mieszkańcy. Do siedmioklasowej szkoły na początku uczęszczało około 120 uczniów. Pierwszym kierownikiem oraz nauczycielem placówki był pan Jan Gackiewicz, który otrzymał srebrny medal zasługi za budowę szkoły, która była wówczas jednym z najładniejszych obiektów w całym powiecie. W owym czasie oprócz p. Gackiewicza pracowała jego córka p. Lucyna Gackiewicz.
Wybuch II wojny światowej odmienił życie szkoły. W szkole nakazowo wprowadzono obowiązkową naukę języka rosyjskiego, który był urzędowym językiem nauczania. Świadectwa szkolne również wydawano w języku rosyjskim. Jednak po dwóch latach zlikwidowano ten nakaz.
Podczas działań wojennych w szkole stacjonowali Niemcy. Budynek poniósł wielkie straty, ponieważ w 1944 roku został ostrzelany z artylerii sowieckiej. Skutkiem tego było 7 dziur od strony Tołwina oraz spalony dach. Jeszcze w tym samym roku rozpoczął się remont i szkoła ponownie wznowiła działalność.
Z relacji okolicznych mieszkańców wynika, że ówczesny kierownik szkoły został rozstrzelany wiosną 1945 r. przez partyzantkę za odmienne poglądy polityczne, co było niesłusznym oskarżeniem. Pana Gackiewicza 3-krotnie ostrzegano, aby opuścił to miejsce. Jako człowiek honoru, ambicji i niebywałej odwagi, odmówił. Mimo gróźb pozostał tu, za co przepłacił życiem. Jego rodzina wkrótce wyprowadziła się do Mielnika. Strach ludzi po tym incydencie, brak nauczycieli oraz specyficzne położenie szkoły wśród ,,głuchego" lasu - spowodowały, iż szkoła kilka miesięcy stała bezpańsko. Dzieci przeniosły się do innych placówek (m.in. do Wiercenia D.).
Od nowego roku szkolnego przybyli tu państwo Kłopotowscy z Kłopot i podjęli pracę, ale na krótko. Od jesieni 1946 r. kierownictwo szkoły przyjęła p. Maria Trafalska, która nauczała wraz ze swoją siostrą p. Janiną Wacławowicz. Szkoła była zaniedbana - jedna sala spalona doszczętnie, okna bez szyb. Wymagała remontu. Nauczycielki z wielkim zapałem i energią same odnowiły 2 sale. Gdy przyjechały władze gminy, były zdumione i pełne podziwu dla tych kobiet. Sołtys wsi Tołwin zorganizował pomoc przy sprzątaniu budynku, wójt pomógł oszklić szkołę. Niebawem w murach tej szkoły odbyło się I głosowanie w powojennej Polsce Ludowej. Sześć tygodni wcześniej sztab Wojska Polskiego zajął sale na piętrze budynku i czynił przygotowania do tego ważnego wydarzenia. W tym czasie zajęcia lekcyjne odbywały się na parterze. Funkcję woźnego pełnił p. Stanisław Kosiński, człowiek solidny i obowiązkowy. W szkole działała biblioteka, ale dużo pomocy dydaktycznych nauczyciele wykonywali sami, własnoręcznie. Grupa ok. 180 uczniów uczyła się w 5 klasach, dzieci były bardzo pracowite i posłuszne.
Kierownictwo szkoły po pani Trafalskiej objął p. Rogowski (imię nieznane) ok. 1948 r. Następnie na początku lat 50. kierownikiem szkoły był p. Stanisław Nowicki. Szkoła miała cztery etaty 36-godzinne. Dzieci uczyły się wówczas na 2 zmiany - rano kl. IV - VII a po południu kl. I - III. Nauczycielami w tym czasie prócz p. Nowickiego byli: p. Halina Zaremba, p. Lucyna Wyszyńska, p. Elżbieta Mróz i p. Nina Dudzicz. Szkoła była zaniedbana - brakowało klamek u drzwi, rynien (deszcz lał się po ścianach), przeciekał dach budynku. Praca dydaktyczno - wychowawcza była bardzo ciężka z uwagi na klasy łączone i dużą liczbę dzieci "przerośniętych" o rok, dwa, a nawet trzy.
W roku 1954 zmieniło się kierownictwo szkoły. Przybył długoletni kierownik szkoły w Śledzianowie p. Józef Kędra, który w szybkim czasie zadbał o remont nowej placówki i podstawowe jej potrzeby. Niektóre prace remontowe oraz naprawy p. Kędra wykonywał własnoręcznie. Ponieważ gmina z trudnością realizowała rachunki szkolne, wiele drobnych przedmiotów państwo Kędrowie kupowali za własne pieniądze, m.in. kredę, firanki, książki. Szkoła odzyskała nie tylko swój wygląd, ale i autorytet moralny. Państwo Leokadia i Józef Kędrowie pracowali w tej szkole aż do emerytury i mieszkali tu przeszło 20 lat. Pan Józef Kędra nauczał fizyki, chemii, muzyki i biologii w starszych klasach, jego żona uczyła matematyki. Ponadto w tym okresie pracowali: p. Jadwiga Borowska, państwo Jan i Marta Konopczyńscy, p. Tadeusz Trusiak. Następnie: p. Halina Dąbrowa (później Dziewińska) nauczająca j. polskiego, j. rosyjskiego, prac ręcznych, w-fu, matematyki w kl. IV - V, p. Janina Nieścierowicz, która uczyła historii, państwo Teodora i Marian Lipińscy. Pan Stanisław Godlewski uczył matematyki, p. Irena Mielnicka biologii. Po odejściu p. H. Dąbrowy p. Taisa Tyszkiewicz prowadziła zajęcia z j. polskiego, j. rosyjskiego, wych. fizycznego. Pracowała też p. Grażyna Pacześniowska (klasy młodsze), p. Halina Szostak (technika, plastyka, nauczanie początkowe) i p. Alicja Jabłońska.
W tym czasie szkoła i wieś nadal były odcięte od świata - brakowało elektryczności i telefonu. Dopiero w latach 60. doprowadzono elektryczność i zbudowano drogę: początkowo brukowaną, potem w latach 80. asfaltową. Po odejściu p. Józefa Kędry na emeryturę, kierownictwo w ośmioklasowej szkole w Tołwinie obejmuje p. Henryk Borówko, piastując te stanowisko od roku 1971 do 1974. W tym okresie pracowali częściowo ci sami nauczyciele, ponadto zostali zatrudnieni: p. Regina Borówko - żona kierownika, nauczająca klasy młodsze i techniki, p. Janina Puchalska, p. Alicja Jabłońska, p. Wiesława Sala. W szkole prężnie działała drużyna harcerska i zuchowa, dzieci prowadziły teatrzyk i wystawiały ciekawe przedstawienia. Często odbywały się wycieczki, rajdy, biwaki. Prężnie funkcjonowała też biblioteka, a dużym ułatwieniem w pracy nauczyciela i ucznia było wykorzystanie oprócz księgozbioru, również telewizora i magnetofonu. Ów sprzęt zakupiono na początku lat 70. W szkole panował ład, porządek, a uroku i piękna dodawały posesji szkolnej rabaty kwiatowe oraz zadbana działka. Dzieci z wielkim zapałem zdobywały w szkole wiedzę, a ponadto lubiły pracę społeczną.
Kolejnym kierownikiem placówki w roku 1974 została p. Antonina Niewiarowska, która pełniła tę funkcje do roku 1978. W tym okresie oprócz p. Niewiarowskiej, nauczającej języka polskiego, pracowali: p. Halina Szostak, p. Marianna Pućko, p. Bogdan Gogołek, p. Janina Puchalska, p. Nadzieja Jakimczuk, państwo Alina i Stanisław Mlonkowie. Uczyło się wówczas ok. 200 dzieci. Uczniowie dochodzili do szkoły pieszo, nie było zorganizowanego dowożenia, natomiast prowadzono akcję dożywiania w postaci szklanki mleka i bułeczki. Codziennie w szkole odbywały się kilkunastominutowe apele, na których przekazywano bieżące sprawy szkolne, składano meldunki o liczebności uczniów. Młodzież bardzo często uczestniczyła w akcjach sadzenia lasu, ponadto udzielała się w pracy harcerskiej.
Posesja szkoły była zadbana, przeprowadzono w tym okresie remont budynku. Ozdobę szkoły i placu stanowiły kwiaty doniczkowe, rabaty kwiatowe i porządnie prowadzone działki (każda klasa miała swoją). Księgozbiór biblioteki był duży i atrakcyjny, toteż dzieci chętnie z niego korzystały. Uroczyście odbywały się choinki noworoczne, w których mieszkańcy okolicznych wsi aktywnie uczestniczyli. Jedynym poważnym problemem szkolnym było brak telefonu.
Z chwilą wprowadzenia reformy administracyjnej, wraz z likwidacją powiatów, zaczęto też likwidować szkoły lub zmniejszać ich stopień organizacyjny. Taki los spotkał naszą placówkę. Do roku szkolnego 1977 / 78 SP w Tołwinie była jeszcze ośmioklasową.W roku szk. 1978 / 79 kierownikiem 3-klasowej szkoły w Tołwinie zostaje p. Halina Szostak a następnie p. Marianna Pućko. Dzieci ze starszych klas były dowożone do Zbiorczej Szkoły Gminnej nr 1 w Siemiatyczach. Część wyposażenia szkolnego, pomoce naukowe przekazano do tejże szkoły. Część pomocy, m.in. mapy, plansze, tablice zabezpieczono obok w budynku gospodarczym lub zakopano. Wielka szkoda, że przedmioty cenne, wartościowe uległy zaginięciu lub zniszczeniu. W 3-klasowej SP w Tołwinie uczyli wówczas (oprócz w / w nauczycielek na kierowniczych stanowiskach): p. Halina Wardzińska, p. Elżbieta Tokajuk, p. Zofia Kryńska.
W roku szk. 1983 / 84 reaktywowano w Tołwinie pełną ośmioklasową szkołę podstawową. Stanowisko dyrektora objął p. Zbigniew Kurek.
Od 1986 r. rozpoczęto akcję pozyskiwania funduszy na rozbudowę obiektu szkolnego. Nauczyciele wielokrotnie kwestowali we wsiach należących do obwodu szkoły.
W roku 1996 SP w Tołwinie zostaje przejęta przez władze samorządowe. W tym okresie rozpoczynają się prace związane z rozbudową i modernizacją obiektu szkolnego, finansowane przez Urząd Gminy w Siemiatyczach i Kuratorium Oświaty w Białymstoku. W roku 1998 zakończono modernizację i dokonano uroczystego otwarcia nowego obiektu - sali sportowej wraz z zapleczem. Od lutego 1999 r. rozpoczęły się zajęcia w szkolnej pracowni komputerowej.
W związku z reformą oświaty w 1999 r. utworzono Gminne Gimnazjum w Siemiatyczach, do którego uczęszczają uczniowie kończący klasę VI w naszej szkole.
Dnia 7 czerwca 2005 r. zmarł wieloletni dyrektor szkoły p. Zbigniew Kurek. Od 1 września 2005 roku dyrektorem SP w Tołwinie został p. Stanisław Olędzki.
Wspomnienia nauczycielki naszej szkoły
pani Lucyny Wyszyńskiej
zebrane i opracowane przez Mirosławę MarczukMoje szkolne wspomnienia.
W Tołwinie pracowałam 2 razy. Pierwszy raz w roku szkolnym 1952/53 jako młoda, niedoświadczona jeszcze nauczycielka. Inspektor szkolny nabrał mnie mówiąc, że to tylko 4 km. od Siemiatycz. Okazało się, że kilometry należy liczyć podwójnie, a komunikacji nie było żadnej. Była tylko piaszczysta lub błotnista droga tzw. gościniec bez bruku nawet. Można było liczyć tylko na własne nogi, co później dawało się we znaki.
Kierownikiem był wtedy p. Stanisław Nowicki, człowiek żonaty, z żoną i dwójką dzieci. Pamiętam, że w klasach stały jeszcze tzw. katedry, to jest podwyższenia dla nauczycieli. Można to porównać do uczniowskiej ławki na podwyższeniu, zakrytej od strony klasy jak mównica. Było to nawet wygodne, bo widziało się całą klasę, miało się miejsce na torebkę lub inne drobiazgi i książki. Klasy były duże i widne. Duże okna nie miały żadnych firanek, czy zasłon, co zwłaszcza w czerwcu w klasach południowych było bardzo dokuczliwe, bo słońce operowało silnie. W szkole były cztery etaty. Prócz mnie i p. Nowickiego, który był jednocześnie nauczycielem, pracowały jeszcze 2 osoby p. Elżbieta Mróz i p. Nina Dudzicz z pobliskiej Romanówki. Obie były jeszcze młodsze niż ja i nie miały kwalifikacji nauczycielskich. Etat wynosił wtedy 36 godzin tygodniowo bez wolnych sobót.
Dzieci uczyły się na dwie zmiany. Rano klasy starsze, od południa klasy młodsze. Szkoła była siedmioklasowa, bo wtedy nie było jeszcze ośmiolatek. Były to trudne lata. W klasach wisiały portrety Lenina, Stalina i innych ideologów marksizmu oraz bohaterów Związku Radz. Uczyłam wtedy którąś z młodszych klas, drugą lub trzecią, a w starszych miałam historię i fizykę. Po lekcjach brałam torbę i co najmniej dwa razy w tygodniu szłam po zakupy do Siemiatycz. Bliżej nie było żadnego sklepu. Czasem korzystałam - jak koleżanki i p. kierownik - z usług woźnego szkoły p. Leszczyńskiego, który jadąc furmanką przywoził nam zakupy. Trudne warunki, brak światła - nikt z nas nie miał nawet radia - sprawiały, że po roku pracy przeniosłam się do szkoły w Czartajewie.
Ze szkołą w Tołwinie jednak nie zerwałam. Tak się złożyło, że w rok później przeniósł się tam razem z żoną mój pierwszy kierownik p. Józef Kędra. Z rodziną tą łączyły mnie serdeczne niemal rodzinne stosunki. Bywałam tam często, bo pracując w Siemiatyczach załatwiałam im zakupy i inne sprawy. Znałam wszystkich nauczycieli tam pracujących, choć nie wszystkich chyba pamiętam, wiedziałam, co się dzieje w szkole i co sądzi pan kierownik o poszczególnych nauczycielach. Pan Kędra zajął się też remontem szkoły. Połatany został przeciekający dach, uzupełniono rynny, u drzwi znowu były klamki, przeprowadzono też malowanie wewnątrz i na zewnątrz. Szkoła odzyskała swój wygląd i autorytet moralny, bo p. Kędra był człowiekiem mądrym i szlachetnym. Każdemu umiał dobrze doradzić i często pomóc - umiał robić zastrzyki i znał się trochę na medycynie. Umiał udzielić pierwszej pomocy, toteż okoliczni mieszkańcy często korzystali z jego doświadczenia i mądrości, np. w razie zranienia się lub nagłych bólów. Po opatrzeniu chorych odsyłał do lekarza. Wieś jak i szkoła nadal była odcięta od świata. Nie było światła elektrycznego ani telefonu. Wieczorami świeciły lampy naftowe, a na zewnątrz panowała głucha ciemność i cisza aż dzwoniąca w uszach. Dopiero w latach sześćdziesiątych założono światło elektryczne, a później zbudowano drogę - początkowo brukowaną, a w latach siedemdziesiątych położono asfalt. Dopiero, gdy zaczęły kursować autobusy - gdzieś ok. 1975 r. - świat przybliżył się do szkoły. Ale p. p. Kędrowie byli już wtedy na emeryturze, choć nadal mieszkali w szkole. Tylko już nie w mieszkaniu od szosy a w dwóch pokojach od lasu. Mieszkałam tam kiedyś ja, później p. Krasowska z rodziną, a następnie p. p. Kędrowie. Pani Kędrowa była wybitnym pedagogiem i dobrym człowiekiem. Uczyła przeważnie pierwszą klasę i matematyki w starszych. Maluchy za nią przepadały, bo nie tylko umiała nauczyć, ale miała w sobie tyle macierzyńskiego ciepła, że dzieci były z nią lepiej niż z matką, bo nie krzyczała i nie było klapsów. Zeszyty dzieci z pierwszej klasy były po prostu "wycackane". Szkoda, że nic z tego się nie zachowało, byłoby na wzór. Państwo Kędrowie byli ludźmi, jakich dziś już się nie spotyka. Praca w szkole była dla nich najważniejsza. Wychowywali przede wszystkim własnym przykładem i sercem. Pan Kędra nigdy nie podnosił głosu, mimo to miał ogromny autorytet. Jeśli uczeń coś przeskrobał, pan kierownik brał go do kancelarii na rozmowę. Zawsze skutkowało.
Poza p. p. Kędrami najdłużej w tej szkole pracowała p. Jadwiga Krasowska z domu Borowska. Uczyła którąś z młodszych klas i chyba j. polskiego. Pan Kędra bardzo ją sobie cenił jako nauczycielkę i dobrego, niezwykłego człowieka. Zaczęła pracę razem z p. p. Kędrami w 1954r., a przeniosła się dopiero około 1965r. do Białegostoku.
Sporo czasu też pracowała tam p. Halina Dąbrowa, później Dziewińska. Była cenioną nauczycielką i miłą dziewczyną.
Przez cały czas od r. 1960 było tam chyba 5 etatów, bo p. Kędra był fizycznie słaby i nie chciał dużo uczyć. Trzech nauczycieli było stałych (p. p. Kędrowie i p. Krasowska), a na dwóch etapach ludzie się zmieniali dość często. Tamtych troje mieszkało w szkole, a dla reszty mieszkań nie było i musieli ich szukać na wsi. Warunki w ubiegłych latach się poprawiły, szczególnie po doprowadzeniu elektryczności.Kiedy p. p. Kędrowie wyprowadzili się z Tołwina, straciłam kontakt z tamtą szkołą. Wiem, że po likwidacji powiatów przechodziła ona ciężkie czasy. Do nas dochodziły bardzo bulwersujące wieści o wyprzedaży (prywatnej) mienia szkolnego np. warsztatów do prac ręcznych. Były dwa takie duże, solidne, drewniane, pamiętam je. Podobno też zniszczono wyposażenia do fizyki i chemii, których nie chciała Szkoła Podstawowa nr 1 w Siemiatyczach, bo miała swoje.
Część wyposażenia szkolnego np. mapy, plansze wyrzucono po prostu do budynku gospodarczego, skąd w r.1983 po restauracji szkoły ośmioklasowej wyciągaliśmy je spod śmieci i węgla, czyścili, łatali i odnawiali, co się dało. Niektóre pewnie służą do dziś.Do szkoły w Tołwinie wróciłam w 1983 r., kiedy to reaktywowano pełną, ośmioklasówkę. Nie byłam już tą młodą, "zieloną" nauczycielką sprzed lat trzydziestu. Byłam starym, doświadczonym pedagogiem, inaczej patrzyłam na dzieci i rozumiałam je. Przy podziale czynności dostała mi się czwarta klasa, gdzie objęłam wychowawstwo i język polski, historię w kl. IV - VIII i bibliotekę, którą trzeba było zaczynać od zera, bo nie było ani jednej książki. Co lepsze zabrała Szkoła Podstawowa nr 1 w Siemiatyczach, inne zniszczono lub "zaczytano". Pracę rozpoczęliśmy przy komplecie podstawowych książek pomocniczych jak encyklopedia, słowniki itp. wypożyczonych z księgozbioru podręcznego biblioteki Szkoły Podstawowej nr.2 w Siemiatyczach, w której poprzednio pracowałam. W ciągu roku dorobiliśmy się jednak ok. 1000 egzemplarzy własnych, a tamte zostały zwrócone. Książki były nowe, ładne. Praca od początku w bibliotece była dla mnie przyjemnością , zwłaszcza po wysiłku nauczania, które nie było ani łatwe, ani proste. Wszystkie dzieci jednak były miłe i lubiłam je. Lekcje zwykle zaczynałam od sprawdzenia obecności i 2 - 3 minutowej rozmowy o ich sprawach. Później przystępowaliśmy do zajęć bez żadnych zakłóceń. Nie podnosiłam nigdy głosu. Wychowywałam się na świetnych wzorcach pedagogów. W gronie nauczycielskim atmosfera była dobra. Panowało zrozumienie i zaufanie. Po roku pracy przeszłam na emeryturę, ale ten ostatni rok w szkole w Tołwinie wspominam bardzo ciepło i ciągle czuję się z nią związana.
Wspomnienia nauczycielki naszej szkoły
pani Niny Dudzicz
zebrane i opracowane przez Mirosławę MarczukW Szkole Podstawowej w Tołwinie byłam tylko 2 lata, ale doskonale pamiętałam tamten okres pracy i mile go wspominam. Z sentymentem wracam pamięcią w rodzinne strony, bo mieszkam teraz w Gdańsku i rzadko tu przyjeżdżam, do Romanówki. Wiem z opowieści mojego ojca, że szkoła została przebudowana przed 1939 r. A budowano ją na tak odległym terenie od Bacik Dalszych, Tołwina, i Romanówki, bo Baciki nie zgadzały się, żeby szkoła była w Tołwinie. Rada Gminy w Siemiatyczach podjęła decyzję, aby odległość od okolicznych miejscowości była jednakowa. Pierwszym dyrektorem a zarazem budowniczym szkoły był Jan Gackiewicz. Po wojnie 1939 r. prowadził on naukę razem ze swoja starszą siostrą, młodsza jeszcze się kształciła. Nauka była różna w tamtych czasach. Pan Gackiewicz uczył za żywność, którą dostarczali rodzice. Okres wojny i okupacji był straszny, ale jeszcze gorsze były bandy i partyzanckie grabieże i napady. Wiem, że kierownik szkoły dostał 3-krotne ostrzeżenie, aby opuścił to miejsce. Jednak jako człowiek ambicji, honoru i niebywałej odwagi, mówił, że nie usunie się i jest gotowy oddać życie za to miejsce. Dzięki jego zasłudze powstała szkoła. Groźby bandy nie pomogły. Przyszli wiosną 1945 roku (późnym wieczorem) zabrali go i zabili na Hucie (nie wiem, czy ta nazwa terenu funkcjonuje jeszcze w dzisiejszych czasach).Pasterz owiec znalazł go pod krzakami leszczyny. Żona wraz z córkami wyprowadziła się do Mielnika, a później do Warszawy. Ja byłam wtedy uczennicą klasy II. A zaraz po śmierci p. Gackiewicza rodzice przenieśli mnie do Wiercienia i tam kończyłam podstawówkę. Szkoła w Tołwinie kilka miesięcy stała bezpańsko, bo po tym fakcie brakowało chętnych do pracy, ludzie byli przestraszeni.
Do szkoły w Tołwinie wróciłam w latach 50. Kierownikiem placówki był Stanisław Nowicki. Oprócz mnie pracowali jeszcze: Lucyna Wyszyńska, Elżbieta Mróz oraz Marta i Jan Konopczyńscy. Praca była z pewnością trudna, ale towarzyszył ogromny zapał i energia nauczycieli, życzliwość środowiska oraz chęć dzieci do nauki. Panowała serdeczna i miła atmosfera. Pan Nowicki był świetnym wychowawcą i nauczycielem języka polskiego. Dzięki jego podejściu do pracowników oraz naszej wzajemnej życzliwości wytworzyła się wspaniała, rodzinna wręcz więź. W tamtym czasie autorytet nauczyciela był bardzo wysoko ceniony, inaczej traktowano pedagogów, nie tak jak obecnie. Płakać się chce, że tak zmieniły się czasy. Zmienił się obraz szkoły i wizerunek nauczyciela.
Wspomnienia nauczycielki naszej szkoły
pani Grażyny Pacześniowskiej
zebrane i opracowane przez Mirosławę Marczuk"Moja pierwsza praca."
W Szkole Podstawowej w Tołwinie rozpoczęłam pracę po ukończeniu SN w 1966 r. O pracę nauczyciela było wtedy łatwiej, zaproponowano mi trzy miejscowości do wyboru. W tym samym roku rozpoczęły tu pracę jeszcze dwie młode nauczycielki - Taisa Tyszkiewicz i Irena Mielnicka. Spotkałyśmy bardzo wyrozumiałego i życzliwego kierownika p. Józefa Kędrę, od którego dużo się nauczyłam, jego żonę Leokadię Kędrową - była przykładem bardzo dobrej nauczycielki i dobrego człowieka , p. Janinę Nieścierowicz, także wzorową nauczycielkę, wymagającą wiele od siebie i uczniów.
Wszyscy: cztery nauczycielki oraz, wówczas niezamężne i bezdzietne małżeństwo, pracowali z wielkim oddaniem, nie licząc czasu ani wysiłku. Prężnie działała wówczas organizacja harcerska. Organizowałyśmy zbiórki, ogniska, alerty i zawody w zdobywaniu sprawności. Organizowane były wycieczki szkolne, np. do Białegostoku (na występ zespołu "Mazowsze"), do Warszawy (na "Rewię na lodzie", itp.) Do szkoły kilka razy w roku przyjeżdżało kino objazdowe oraz gabinet stomatologiczny w miarę potrzeb.
Poza nielicznymi jednostkami uczniowie byli ambitni, pracowici, uczynni. Kiedy żegnaliśmy VIII klasy, wszyscy płakali - dzieci i nauczyciele. Dzieci były rozśpiewane dzięki pracy p. J. Nieścierowicz, która prowadziła chór oraz harcerstwu. P. J. Kędra także lubił śpiewać dzieciom piękne przedwojenne piosenki (zakazane i partyzanckie), przygrywając na skrzypcach. Uczniowie byli dobrze przygotowani do dalszej nauki, dostawali się do szkół średnich i radzili sobie z nowymi wymaganiami.
W dawnych czasach, przed około 30 laty, dwa razy w roku organizowane były konferencje metodyczne, połączone z wystawnym przyjęciem i zabawą taneczną trwającą do rana. Na taką konferencję wyjeżdżaliśmy wszyscy furmanką do odległej nawet o kilkanaście km. szkoły. Obecność była obowiązkowa, nauczyciele z całego regionu mogli się dobrze poznać.
ZNP w Siemiatyczach, Wydział Oświaty i Hufiec ZHP starali się doskonalić, usprawniać i umilać pracę nauczycieli, organizując kursy, szkolenia, występy znanych artystów, wycieczki, zabawy, itp. Nauczyciele dostawali nagrody i odznaczenia. Kiedy wyszłam za mąż w roku 1969, dostałam od kierownika szkoły p. J. Kędry w prezencie ul z pszczołami.
Jestem już na emeryturze, ale swoją pierwszą pracę, nauczycieli, dobre dzieci wspominam bardzo mile.
Grażyna Brewczuk (Pacześniowska)
Parczew, 01. 10. 97r.Wspomnienia nauczycielki naszej szkoły
pani Haliny Dziewińskiej
zebrane i opracowane przez Mirosławę MarczukWspomnienia H. Dziewińskiej (30. 05. 1943 r)
Po ukończeniu Liceum Pedagogicznego w Siedlcach otrzymałam przydział pracy w Siemiatyczach. Inspektorat zatrudnił mnie w Szkole Podstawowej w Tołwinie. Do pracy zgłosiłam się 15 sierpnia 1961 roku, bowiem wtedy w połowie sierpnia zawierano umowy z nauczycielami. Moje pierwsze wrażenia z podróży nie były optymistyczne, ponieważ do Tołwina szłam od przystanku w Żurobicach. Idąc przez Żurobice, potem przez lasy, a następnie przez Tołwin opanowywały mnie różne uczucia - złości, płaczu. Kiedy dotarłam do wsi, myślałam, że jestem już u celu swej wędrówki. Okazało się jednak, że ze wsi do szkoły jest jeszcze około 1 km. W końcu znalazłam się przy szkole. Wakacje. W szkole prowadzony jest remont. Zapytałam jednego z robotników, gdzie mogę spotkać kierownika. Ten wskazał mi i powiedział: "O, idzie z lasu". Kiedy go zobaczyłam, pomyślałam "O Boże, nie dosyć, że będę pracować w takiej dziurze, to jeszcze i kierownik taki stary." Był to pan Józef Kędra. Jednak po krótkiej rozmowie z moim przełożonym diametralnie zmieniłam zdanie. Kierownik okazał się wspaniałym człowiekiem. Mimo podeszłego wieku tryskał humorem, dowcipem. Obawy moje prysły. Pan Kędra odwiózł mnie motorem do Siemiatycz do autobusu i umówił się ze mną na dzień, kiedy miałam przyjechać już do pracy. Na naradzie pedagogicznej otrzymałam do nauczania następujące przedmioty: jęz. polski, jęz. rosyjski, matematykę IV-VI, W-F, muzykę, prace ręczne. W szkole były klasy łączone. Jeśli chodzi o kadrę, jej skład był następujący: Józef Kędra, Leokadia Kędra, ja - Halina Dąbrowska, Jadwiga Krasowska.
Praca z dziećmi była moją pasją. Jako zapalona harcerka założyłam najpierw drużynę harcerską i po półroczu drużynę zuchową. A że nie miałam pojęcia o zuchach, to KH w Siemiatyczach skierowała mnie na kurs zuchowy do Cieplic Śląskich. W okresie wakacji przyjeżdżałam do Tołwina i z dziećmi i młodzieżą organizowałam różne imprezy w ramach akcji Lato Wiejskich Drużyn. Były to różnorodne i ciekawe zajęcia, na które przychodzili rodzice i mieszkańcy Tołwina. Zajęcia prowadziłam w niedzielę i święta.
Dobrze, a nawet bardzo dobrze układała mi się współpraca z rodzicami i środowiskiem. Fakt, dużo czasu spędzałam z uczniami na zajęciach pozalekcyjnych - zbiórkach, grach terenowych, ogniskach, kominkach lub pracy społecznej na rzecz szkoły i środowiska. Było mi bardzo miło, kiedy już w pierwszym roku pracy z okazji Dnia Kobiet otrzymałam nagrodę pieniężną z Inspektoratu Oświaty w Siemiatyczach.
Okres pobytu w Tołwinie wspominam bardzo mile. Był on dla mnie szkołą życia. Państwo Kędrowie nauczyli mnie wiele, a przede wszystkim pracy, szacunku i tolerancji dla drugiego człowieka. Pozostaną na zawsze w mojej pamięci. Utrzymywałam z nimi kontakt do ostatnich dni ich życia.
Wspomnienia nauczycielki naszej szkoły
pani Taisy Tyszkiewicz
zebrane i opracowane przez Mirosławę MarczukPracę w Szkole Podstawowej podjęłam w roku 1966 i pracowałam tam do roku 1974. Kierownikiem placówki w tym czasie był p. Józef Kędra, który uczył fizyki, chemii, biologii - kl. VII-VIII. Jego żona - Leokadia Kędra nauczała matematyki. W gronie nauczycielskim byli ponadto: p. Joanna Nieścierowicz, ucząca historii, p. Grażyna Pacześniowska - klasy młodsze. Ja miałam w etacie: j. polski, j. rosyjski, geografię, biologię i wychowanie fizyczne w kl. V-VI. Później przyszła do nas p. Irena Mielnicka - biolog, p. Halina Szostak - nauczyciel wychowania. Technicznego. Po odejściu p. J. Kędry na emeryturę kierownikiem został p. Henryk Borówko. Jego żona - p . Regina nauczała w klasach młodszych.
W czasie mojej pracy klasy były łączone, oprócz kl. I i VIII. W grupie przeciętnie uczyło się 13-15 dzieci. W szkole panował ład, porządek, cała posesja starannie zadbana. Każda klasa miała część działki, na której uprawiano warzywa i kwiaty.
Dzieci były niezmiernie obowiązkowe i zdyscyplinowane, nigdy się nie spóźniały, tym bardziej, iż chodziły do szkoły pieszo, pokonując kilka kilometrów wśród zasp i siarczystych mrozów. Rodzice w domu wychowywali w duchu ogromniej dyscypliny, poszanowania obowiązków szkolnych, szacunku wobec nauczyciela. Pamiętam, że kiedy omawiałam w kl. VIII "Pana Tadeusza", wszyscy uczniowie znali treść lektury, a egzemplarz był tylko jeden. Dzieci same zostawały dodatkowo po lekcjach, aby móc przeczytać zaleconą książkę. Nauczyciel nie był im potrzebny, bo wiedziały o swoich obowiązkach.
Nauczyciel cieszył się dużym autorytetem. Co powiedział, było święte. Dzieci chętnie angażowały się społecznie, lubiły organizować różne konkursy, imprezy artystyczne, zawody. Działała wtedy drużyna harcerska, której opiekunem byłam ja. "Zuchy" prowadziła p. G. Pacześniowska. Odbywały się często rajdy piesze, ogniska harcerskie.
Ponadto w czasie swojej pracy prowadziłam mini teatrzyk. Wystawialiśmy fragmenty baśni, dramatu "Balladyna". W pamięci utkwiła mi szczególnie ciekawa interpretacja baśni Szelburg-Zarembiny pt. "Za siedmioma górami", którą pokazaliśmy rodzicom. Sami przygotowaliśmy dekoracje, stroje, rekwizyty. Dzieci były pomysłowe i chętne do pracy. Ogromnym ułatwieniem w pracy dydaktycznej było korzystanie z telewizora i magnetofonu (tak na marginesie - ten sprzęt zakupiłyśmy z Grażyną Pacześniowską) oraz z bogatego jak ma owe czasy księgozbioru bibliotecznego.
W szkole panowała miła, serdeczna, wręcz rodzinna atmosfera, wszyscy byli sobie bliscy. Nie było z dziećmi problemów wychowawczych, a kontakt z rodzicami był stały. Rodzic na każde wezwanie przychodził do szkoły. Środowisko i grono pedagogiczne było serdeczne i swojskie. Ten klimat serdeczności i ciepła pamiętam do dziś, choć zmieniłam pracę i środowisko. Z pracy w szkole w Tołwinie wyniosłam wiele ciekawych doświadczeń i miłych, niezapomnianych wspomnień. Wniosłam zaś "ducha" młodości, wiele inicjatyw, pozostawiłam tam "cząstkę" swego życia.
O nauczycielu
Grzegorz Twarowski - uczeń klasy VIII (1996)Gdy spoglądam w głąb mej duszy
Widzę jego twarz.
Twarz uśmiechniętą, pełną radości.
To on, nauczyciel
Obdarza mnie wiedzą,
Uczy o świecie.
Jego słowa brzmią tak ciepło,
Jak rozgrzane żarem ognisko.
Ognisko wiedzy, ognisko prawdy.
Poznaję wówczas świat na nowo.
Ma dusza rozkwita
Uwalnia się ze szponów niewiedzy.
Obdarowując mnie szczerze
chęcią nauki.uczeń Grzegorz Twarowski
Tołwin 1996 rok